- Vitoria, już jesteśmy - poczułam jak ktoś potrząsa moim ramieniem. Powoli uchyliłam oczy. Zobaczyłam posiadłość dziadków. Westchnęłam cicho odpinając pasy. Te wakacje miały wyglądać zupełnie inaczej. Chciałam je spędzić z przyjaciółmi , a nie z dwójką zrzędzących, starych ludzi i z kuzynką, której nie lubię. Jest ona strasznie zarozumiała. Zachowuje się jakby pozjadała wszystkie rozumy, a do tego zachowuje się jak dziwka. Jak ja nie na widzę takich osób. Wyszłam z samochodu, o mało co nie wywracając się o krawężnik chodnika. Przysięgam, że pierwsza osoba jaka mignie mi przed oczami, dostanie w łeb.
- Moonicaaa ! - o jak miło. Zauważyłam An biegnącą w moja stronę. Czyli już wiemy kto oberwie. Rzuciła mi się na szyję, przyciągając mnie do siebie. Czy ja o czymś nie wiem ? Jak dobrze pamiętam, ona nigdy mnie nie lubiła. Okej, zdecydowanie coś mnie ominęło. Odwzajemniłam uścisk.W końcu puściła mnie. Odetchnęłam z ulgą, podchodząc do babci. Przytuliłam ją i po chwili ponowiłam tą czynność z dziadkiem.
- Bądź grzeczna - powiedział do mnie tata, mocno mnie ściskając.
- Tato, dusisz - wyszeptałam. Zaśmiał się cicho i poluźnił uścisk.
- Do zobaczenia, Vic.
- Do zobaczenia, tato - patrzyłam jak wsiada do auta, po czym odjeżdża.
- Choć, kochanie - babcia chwyciła mnie za rękę, prowadząc mnie w stronę domu. - A ty Sam, weź bagaże Monici ! - krzyknęła na dziadka, tuż obok mojego ucha.
- Babciu, błagam. Nie mów na mnie Monica tylko Victoria lub Vic - powiedziałam lekko zirytowana jej słowami. Ta tylko przewróciła oczami. Pięknie, chyba moja kochana babcia ma trudne dni. Ruszyliśmy schodami na górę. Staneliśmy obok jakiś drzwi. Powiedziała jedynie krótkie: "Tu jest twój pokój", po czym zeszła na dół. Wzruszyłam ramionami, wchodząc do pokoju. Na środku stały moje walizki, które jakimś sposobem się tutaj znalazły. Rozejrzałam się dookoła. Było tu nawet ładnie. Tylko jedyne czego nie lubię w tym pokoju to ściany. Są różowe. Fuu... zobaczyłam po swojej prawej stronie drzwi. Ruszyłam w tą stronę. Chwyciłam za klamkę. Gdy uchyliłam drzwi moim oczom ukazała się dość pokaźna łazienka. I o taak ! Mam własną łazienkę ! Chyba zaczynam lubić to miejsce.
-Proszę ! - krzyknęłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Do pokoju wtargnęła uradowana Anna. O. Mój. Boże. Tylko nie ona.- Nie. Powiedziałam, nie ! - uniosłam się trochę. Błagam niech ona już idzie, albo na serio uderzę jej głową o ścianę.
- Za godzinę jest impreza ! Choć ze mną ! - krzyknęła uradowana.
- O nie, nie - energicznie pokręciłam głową. Wiem jak wyglądają imprezy z nią. Zostawi mnie samą, a ona w tym czasie pójdzie pieprzyć się z pierwszym napotkanym gościem. Nie ma nawet kurwa mowy.
- Oj no choć ! Wiesz ile tam będzie przystojniaków ?! To będzie najlepsza impreza w historii tego miasteczka ! - z tym bym się nie kłóciła. Ta impreza to chyba jedyna w historii tego miasta.
- Nie chcesz poznać Harry'ego Styles'a ? - podniosła śmiesznie brwi, uśmiechając się głupawo.
- Że kogo niby ?
- Harry'ego Styles'a. To największe ciacho w tym mieście.
- Hmm.. i chyba tym mnie przekonałaś ! - krzyknęłam i chwyciwszy najlepsze ubrania jakie miałam i kosmetyczkę, pobiegłam do łazienki.
~*~
Już w progu dało się wyczuć zapach alkoholu, papierosów i sexu. Wszyscy już ledwie trzymali się na nogach. Gdzie nie gdzie leżeli już nachlani ludzie. A na blacie w kuchni jakaś para właśnie rozpoczynała grę wstępną. Och, jak ja kocham takie imprezy. Starałam się przejść obok napalonej pary nie przerywając im zabaw. Chciałam napić się wody, lecz nigdzie nie było czystej szklanki. Pięknie. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu An. Nigdzie jej nie było. Mówiłam, że mnie zostawi. Powolnym krokiem udałam się do salony, gdzie już prawie wszyscy byli schlani w cztery dupy. Starałam się znaleść najbliższą łazienkę. Ruszyłam w górę schodami. Oczywiście na moje nieszczęście było tam chyba z piętnaście par drzwi. Westchnęłam cicho. "Okej, wejdziemy w pierwsze lepsze drzwi, najwyżej komuś przeszkodzę" - pomyślałam. Podeszłam do pierwszych po lewej na których wisiała wielka tabliczka " Nie wchodzić !'. Już chciałam odejść, ale za drzwi wyłonił się chłopak z masą tatuaży. Miał strasznie rozczochrane włosy. Kiedy na mnie spojrzał uśmiechnął się szeroko pokazując swoje dołeczki. I o ja pierdole on ma kolczyka w wardze. Victoria oddychaj, oddychaj.
- Witaj piękna. - powiedział. O Boże, ale on ma głos. Taki męski. Idealny.
- H..Hej - wyjąkałam. On zaśmiał się cicho na co spaliłam się rumieńcem. Boże Najdroższy. Co się ze mną dzieje.
- Jak masz na imię, kochana ?
- Victoria.
~ jeśli przeczytałeś/łaś, zostaw po sobie komentarz :) ~